Bez tytułujh

Sprawiedliwy czy miłosierny?

Padające czasem pytanie o to, czy chrześcijanin powinien kierować się bardziej cnotą sprawiedliwości czy miłosierdzia wydaje jest pułapką. Jakakolwiek odpowiedź by nie padła  byłaby odpowiedzią złą. Czy katolik może być niemiłosierny? A czy ma prawo być niesprawiedliwy? Teoretycznie wiemy, że Bóg jest jednocześnie nieskończenie sprawiedliwy i nieskończenie miłosierny, ale często nie potrafimy wyobrazić sobie, co to oznacza w praktyce i kompletnie nie wiemy, jak należy to przełożyć na nasze codzienne decyzje.

Prawdopodobnie większość z nas nie raz w swoim życiu słyszała od innych, że jako dobry chrześcijanin powinna wykazać się miłosierdziem, zapomnieć o doznanej krzywdzie, nie dochodzić własnej racji. Stajemy w takiej sytuacji bezradni i sfrustrowani, miotamy się między pozornie wykluczającymi się pragnieniem sprawiedliwości i obowiązkiem miłosierdzia. Podobne „zachęty” do bycia miłosiernym odbieramy (często słusznie) jako emocjonalny szantaż.

Sprawiedliwość cnotą społeczną

Sprawiedliwość można zdefiniować, jako obowiązek (bądź wolę) oddania każdemu tego, co mu się słusznie należy. Sprawiedliwość jest więc cnotą (i za taką uznawana jest od starożytności). Cnota ta ma wymiar społeczny. Jest ona podstawowym warunkiem budującym każdą wspólnotę. Jest fundamentem życia politycznego i społecznego. Każda wspólnota musi kierować się przede wszystkim sprawiedliwością. Warto tutaj zauważyć, że sprawiedliwość często mylona jest z chęcią zemsty, czy rewanżu, którą nie jest.

Miłosierdzie cnotą indywidualną

Miłosierdzie, w przeciwieństwie do sprawiedliwości jest cnotą indywidualną. Oznacza to, że aktu miłosierdzia (np. przebaczenia) może dokonać jedynie konkretna skrzywdzona osoba, nie zaś kto inny, ani cała wspólnota. Podobnie jest z działalnością charytatywną. Pomaganie potrzebującym jest cnota wyłącznie wtedy, gdy jest potrzebą serca konkretnej osoby, a nie obowiązkiem narzuconym  i egzekwowanym przez państwo.

W społeczeństwie

Ks. Jacek Grzybowski nie przesadził mówiąc, że jeśli ktoś wierzy, że świat można kształtować apelując jedynie do miłosierdzia i miłości bliźniego, ten prędzej czy później znajdzie się w konflikcie z polityką, instytucjami państwa, prawem i sądownictwem oraz że manipulacją jest szafowanie hojnie pojęciem miłosierdzia, by zakryć czyjeś haniebne i zbrodnicze czyny. Społeczeństwo rezygnujące ze sprawiedliwości jest karykaturą społeczeństwa chrześcijańskiego.

W społeczeństwie, w którym, w myśl źle pojętego miłosierdzia rezygnuje się ze sprawiedliwości następuje głęboki i trwały rozkład zaufania. Życie wspólnotowe ulega degradacji, poszczególni ludzie nie mając zaufania do zbiorowości, w której żyją zaczynają dbać wyłącznie o swój własny interes nawet kosztem dobra wspólnego.

Każdy chrześcijanin powinien kierować się w zarówno cnotą miłosierdzia, jak i sprawiedliwości. Pamiętać należy jednak, że między jedną a drugą istnieje zasadnicza różnica. Ta pierwsza ma charakter ściśle indywidualny, ta druga – wspólnotowy. Wymieszanie obu tych cnót stanowi ich wypaczenie i jest niebezpieczne dla życia społecznego.

W praktyce

Wiedząc o tym trzeba pamiętać, gdzie postawić granicę. Społeczeństwo (czy państwo) powinno przede wszystkim troszczyć się o sprawiedliwość, akty miłosierdzia pozostawiając indywidualnej rozwadze obywateli. Trzeba pamiętać, że za każdym razem, gdy społeczeństwo, w myśl źle pojętego miłosierdzia, obdarzy jakimś przywilejem jedną grupę ludzi, okaże się jednocześnie niesprawiedliwe wobec innych. Pomoc ubogim świadczona przez państwo nie ma znamion aktu miłosierdzia przynajmniej z dwóch przyczyn: rząd podejmujący decyzję o przekazaniu komuś środków finansowych, zabiera je nie swoim członkom, a obywatelom. Z perspektywy rządu jest więc to dawanie cudzych pieniędzy, a z perspektywy obywatela brakuje dobrowolności aktu. Miłosierdzie chrześcijańskie polega na tym, że pomaga się dobrowolnie, z własnych środków.