Szukaj

moderncatholic.pl

Miesiąc

Listopad 2016

Prawdziwy katolik w realnym świecie.

Strona o życiu zgodnie z katolickimi wartościami we współczesnym świecie.

O zakazie handlu w niedzielę. Kościół i wolny rynek

car-supermarket-1196791

Prawna regulacja możliwości handlu w dni świąteczne jest przedmiotem publicznej debaty w Polsce.  Temat ten stanowi przedmiot zainteresowań nie tylko ekonomistów i polityków, dotyka on bowiem życia większości Polaków ponieważ dotyczy on ich codziennego życia. Temat pracy i zakupów w święta jest poruszany także przez katolicką naukę społeczną, stąd od Kościoła oczekuje się zajęcia stanowiska. Zwolennicy zakazu handlu w niedziele i święta w swojej argumentacji często posługują się argumentami o charakterze religijnym (m. in. umożliwienie pracownikom świętowania Dnia Pańskiego), z kolei ich adwersarze odwołują się do kwestii finansowych (zakaz taki miałby znacząco zmniejszyć przychody sklepów zagrażając ich istnieniu) oraz filozoficzno-ekonomicznych (zbyt daleko idący interwencjonizm państwa stoi w sprzeczności z prawem do wolności gospodarczej). Mamy tu więc do czynienia z pewnego rodzaju pułapką na Kościół.

Czy katolicyzm może przeciwstawiać się idei wolności? Wiemy, że nie. Gdzie więc leży problem, z którego bierze się pozorna sprzeczność Religii i wolności? Problem tkwi w założeniu, że niepopieranie handlu w niedzielę jest jednoznaczne z popieraniem prawnego jego zakazu.

 

Polska jest krajem, w którym ogromna większość obywateli deklaruje się jako katolicy, a jeszcze więcej jako chrześcijanie w ogóle. Na tle innych krajów Europy wyróżnia nas ciągle żywa praktyka religijna przejawiająca się m. in. relatywnie dużym odsetkiem wiernych uczestniczących w niedzielnych mszach. Ponadto, ogromna większość dzieci objęta jest katechizacją w ramach państwowego systemu edukacji i to w sporym wymiarze godzinowym! Niewtajemniczony w szczegóły obserwator spoza Kraju mógłby być więc głęboko zdziwiony tym, że właścicielom w ogóle opłaca się otwierać sklepy w niedzielę, skoro dla większej części ludności zakupy w tym dniu są sprzeczne z zasadami religii. Istotnie, rozważania na temat odgórnego zakazu handlu w dni świąteczne należy rozpocząć od zadania sobie pytania, skąd bierze się podobny paradoks. Pytanie takie warto jest sobie postawić przed rozważaniem nad konkretnymi rozwiązaniami prawnymi, gdyż dotyczy ono źródła problemu, czyli miejsca, gdzie należałoby upatrywać jego prawdziwego i długotrwałego rozwiązania.

Jako katolicy jesteśmy zobowiązani do przestrzegania przykazań, z których jedno wyraźnie mówi o konieczności właściwego świętowania określonych dni, tj. o konieczności powstrzymywania się od prac i zajęć, które przeszkadzają oddawaniu czci należnej Bogu, chyba że są to zajęcia o dużej użyteczności społecznej.  Dotykamy tutaj dwu wymiarów odpowiedzialności człowieka wolnego; odpowiedzialności względem siebie i względem innych.

W perspektywie społecznej grzechem jest robienie zakupów (szczególnie dużych) w niedzielę i święta, ponieważ duże obroty generowane przez sklepy w tym dniu są zachętą dla zarządzających do zatrudniania w ten dzień pracowników, co może im utrudnić właściwą celebrację święta. Faktem jednocześnie jest to, że wielu polskich katolików ma nawyk odkładania tygodniowych zakupów właśnie na ten dzień traktując wizytę w centrum handlowym jako rozrywkę. Rozpatrując sprawę w wymiarze indywidualnym, należy zwrócić uwagę na odpowiedzialność człowieka za decyzje, jakie podejmuje. Świadomie przyjmowana wiara, jakiej powinno oczekiwać się od dojrzałego katolika niesie ze sobą odpowiedzialność również za samego siebie i swoje najbliższe otoczenie. Katolicy są powołani do obrony prawa do wyznawania własnej religii, w czym zawiera się prawo do świętowania niedzieli. Doskonale pamiętam niedawno usłyszane kazanie w pewnej maronickiej parafii, podczas którego proboszcz w sposób całkowicie bezpośredni mówił, że katolicy zobowiązani są do dawania świadectwa o Chrystusie nawet jeśli spotka ich za to śmierć. Jeżeli jesteśmy powołani do takiego heroizmu, to czy nie powinniśmy zawalczyć o należące się nam warunki pracy? Czy nie nazbyt łatwo pracownicy zgadzają się na pracę w niedziele kosztem relacji z rodziną i Bogiem? Gdzie podziała się odwaga ludzi, którzy w ciemnych czasach komunizmu wychodzili na ulice, choć wiązało się dla wielu z utratą pracy, czy zdrowia? Żyjemy przecież w państwie, którego prawo zezwala na swobodne zrzeszanie się w związki zawodowe, do zadań których należy ochrona praw pracowników. Dlaczego więc dziś pracownicy w tak łatwy sposób zgadzają się na pracę w niedzielę, często nawet bez finansowej rekompensaty.

Rozwiązanie sprawy handlu w niedzielę za pomocą ustawy wydaje się proste i szybkie, szczególnie w sprzyjających okolicznościach politycznych. Dzięki takiej ustawie pracownicy otrzymaliby wolną niedzielę, a konserwatywna część polskiego społeczeństwa zostałaby uspokojona tym, że Polska nadal jest krajem katolickim. Należy jednak mieć świadomość, że w sytuacji, w której większość społeczeństwa nie widzi w niedzielnych zakupach problemu moralnego, taka zmiana w prawie ma szansę wywołać duże niezadowolenie społeczne. Można przewidywać, że odgórne narzucenie zakazu handlu nie zmieni, a przynajmniej nie w sposób automatyczny, postaw społeczeństwa. Istnieje ryzyko, że prawo narzucone odgórnie, nieznajdujące sojusznika w sumieniu obywateli będzie ignorowane i omijane. Może się też stać przyczyną niezadowolenia i protestów społecznych. Ponadto, zakaz, którego wielu obywateli (w tym katolików) nie będzie rozumiało, może być odbierany jako ograniczenie wolności, czego efektem może być agresja wymierzona przez zwolenników danego rozwiązania prawnego (w tym wypadku m. in. Kościół). Bez zmiany mentalności ustawa tylko czasowo zatuszuje rzeczywisty problem, który prędzej czy później będzie musiał się uwidocznić.

Prawne regulacje kwestii wzbudzających skrajne opinie w społeczeństwie, albo takich, które nie znajdują uznania u większości obywateli powinna poprzedzić akcja edukacyjna i formacyjna. Ludziom należałoby, wskazując na uniwersalne wartości, wytłumaczyć powagę problemu. Powinno się im wytłumaczyć, jak ważne dla życia religijnego, ale i społecznego i rodzinnego jest powstrzymywanie się od pracy w niedzielę. Kościół może tutaj odegrać kluczową rolę wychowawczą. Przestrzeganie bowiem zasad moralnych wynikających z własnych przekonań jest trwalsze niż przestrzeganie prawa państwowego, które w naszych warunkach podlega ciągłym zmianom. Człowiek przekonany o słuszności niekupowania w niedzielę nie będzie tego robił niezależnie od aktualnego kształtu prawa. Warto więc skupić się raczej na kształtowaniu postaw zgodnych z moralnością katolicką zarówno przy użyciu argumentów ściśle religijnych jak i pochodzących z nauk takich jak socjologia, ekonomia i psychologia. Trzeba pamiętać, ze prawny zakaz handlu w niedzielę nie może być porównywany z prawnym ograniczeniem aborcji. Aborcja jest zabiciem niemogącego bronić się człowieka, podczas przed koniecznością pracy w niedzielę można się bronić.

Jak już zostało to powiedziane, dla wielu Polskich rodzin zakupy w niedzielę stały się formą rozrywki, wspólnego spędzania czasu z rodziną. Wyjście do centrum handlowego jest pozornie bezpłatne i nie wymaga dłuższego planowania. Stało się więc ono rozrywką dla niezamożnych ludzi, albo takich, którzy nie potrafią znaleźć innego sposobu spędzania wolnego dnia. Odpowiedzią na to może być większe zaangażowanie wspólnot parafialnych inicjatywy realizowane w niedzielę. Dotychczasowa praktyka w Polsce wygląda tak, że większość grup i wspólnot działających przy kościołach zbiera się w ciągu tygodnia, niedzielę pozostawiając wolną wierząc, że powinien być to czas dla rodziny. Jak widać, często jest to czas źle wykorzystany. Warto więc stworzyć ofertę dla rodzin w niedzielne popołudnia. Jasnym jest, że księża będący w niedziele zajęci nie będą w stanie zająć się organizacją tego typu inicjatyw, jest to więc pole do działania dla świeckich.

Należy być ostrożnym w zbyt entuzjastycznym przyjmowaniu rozwiązać prawnych mających regulować moralność człowieka. Moralność rodzi się w sumieniu człowieka, dlatego właśnie należy przede wszystkim kształtować sumienia.

 

 

Gregg: Czy papież Franciszek naprawdę uważa, że „komuniści myślą jak chrześcijanie”?

Samuel Gregg

800px-franciscus_in_2015

Marksiści, marksistowska ideologia i marksistowskie reżimy przyniosły milionom ludzi śmierć i zniszczenie. Mimo to, zgodnie z tym, co mówi papież Franciszek „to komuniści myślą jak chrześcijanie”. O co w tym chodzi?

Silna krytyka globalizacji gospodarczej i kapitalizmu ze strony Franciszka w pierwszym roku jego pontyfikatu zrodziła pod jego adresem oskarżenia o marksistowskie sympatie. Zarzuty takie są jednak w sposób oczywisty niesłuszne.

Przede wszystkim Franciszek wyjaśnił, że komunizm jest ideologią błędną. W wywiadzie udzielonym w 2013 roku włoskiej gazecie La Stampa papież stwierdził, że „marksizm jest mylną ideologią.” Zresztą powstała w Argentynie teologia ludu, która wywarła wpływ na poglądy Franciszka, w sposób otwarty odrzuca filozofię i analizę marksistowską. Sam Franciszek nie zawahał się kanonizować katolickich męczenników, którzy ponieśli śmierć z rąk komunistów. Ogłosił on także kardynałem albańskiego księdza Ernesta Troshani Simoni, którego reżim Envera Hodży – jeden z najokrutniejszych reżimów komunistycznych świata – dwukrotnie skazywał na śmierć. Nie są to czyny i słowa sympatyka czy apologety komunizmu.

Niemniej jednak, w tym samym wywiadzie, w którym Franciszek nazwał komunizm błędnym dodał: „Lecz w moim życiu spotkałem wielu marksistów, którzy byli dobrymi ludźmi.” Ktoś może zapytać, czy papież powiedziałby coś podobnego na temat nazistów: „Lecz w moim życiu spotkałem wielu nazistów którzy byli dobrymi ludźmi.” Wątpię w to, mimo że marksistowskie ruchy polityczne i reżimy kierowane komunistyczną ideologią posługują się metodami pochodzącymi bez żadnej wątpliwości z III Rzeszy. Zresztą, jeśli przyjrzymy się liczbom, zauważymy, że komuniści zamordowali o miliony większą liczbę ludzi niż naziści. W ojczyźnie Franciszka, Argentynie, marksistowskie ruchy takie jak Ejército Revolucionario del Pueblo na przełomie lat 60 i 70 ubiegłego wieku bez skrupułów angażowały się w liczne porwania i  zabójstwa w ramach podejmowanych przez nie prób ustanowienia dyktatury proletariatu.

Czy komuniści troszczą się o ubogiego?

Z pomocą w odpowiedzi na pytanie, skąd u papieża takie słowa na temat komunizmu przychodzi fakt, że podobne wypowiedzi prawdopodobnie odzwierciedlają przekonanie Franciszka o tym, że niektórych ludzi przyciąga do marksizmu przeświadczenie, że komunizm stoi po stronie ubogich i odrzuconych. W udzielonym w roku 2015 wywiadzie, papież sugeruje, że komuniści byli w pewnym sensie chrześcijanami bojącymi się przyznać do swojej wiary. „Ukradli od chrześcijan – mówi papież – flagę ubogich”.

Tematy te powróciły w najnowszym z papieskich wywiadów – tym razem przeprowadzonym przez określającego się jako ateistę, 92-letniego włoskiego dziennikarza Eugenio Scalfariego.

Czytając jakikolwiek wywiad przeprowadzony przez Scalfariego należy wykazać się ostrożnością. Redaktor nie przelewa na papier swoich nagrań, ani nie przepisuje swoich notatek, a raczej odtwarza to, co zapamiętał z rozmowy. Fakt ten stawia pod znakiem zapytania prawdziwość jego tekstów. Jest to także powód, by być ostrożnym udzielając mu wypowiedzi, ale jest to już inna rzecz. Scalfari tak zadaje pytania, by sprowokować papieża do kontrowersyjnej wypowiedzi. W większości takich przypadków, Franciszek udziela odpowiedzi uprzejmej lecz wymijającej. Jednakże niektóre wypowiedzi Franciszka w najnowszym wywiadzie Scalfariego odzwierciedlają osobliwe stwierdzenia jakie wygłosił przy innych okazjach. Proszę zwrócić uwagę na to, co papież mówi o komunistach w odpowiedzi na zadane przez Scalfariego pytanie o równość:

Eugenio Scalfari: Ojciec Święty tęskni za społeczeństwem zdominowanym przez równość. Jest to, jak Ojciec Święty wie, program socjalizmu marksistowskiego, a także komunizmu. Czy wobec tego Ojciec Święty ma na myśli marksistowski typ społeczeństwa?

Franciszek: Wielokrotnie zostało powiedziane, i moja odpowiedź zawsze była taka, że jeżeli już to to komuniści myślą jak chrześcijanie. Chrystus mówił o społeczeństwie, gdzie decyzje podejmują ubodzy, słabi i wykluczeni. Nie demagodzy, nie barabasze, ale lud; biedni, czy mają wiarę w transcendentnego Boga, czy nie – to im mamy pomóc, by osiągnąć równość i wolność.[1]

Problem z tym fragmentem wywiadu jest taki, że nawet pobieżne zapoznanie się ze standardowymi tekstami Marksa pozwala zauważyć, że w marksistowskiej ideologii (a tym bardziej w praktyce) jest bardzo niewiele rzeczy które upoważniałyby do stwierdzenia, że „komuniści myślą jak chrześcijanie” (o ile w ogóle jakieś są).

Po pierwsze marksizm zakorzeniony jest w ateizmie i filozoficznym materializmie. Chrześcijaństwo zaś nie. Różnica ta jest fundamentalna i nie pozostawia możliwości pogodzenia obu tych idei. Po drugie, praktycznie wszyscy marksistowscy myśliciele i praktycy – Marks, Engels, Lenin, Stalin, Mao, Castro, Che Guevara, Pol Pot i in. – utrzymują, że cel uświęca środki. Ortodoksyjne (przez małe „o”) chrześcijaństwo kładące nacisk na wartości bezwzględne, które nie dopuszczają żadnych wyjątków, w sposób szczególny odrzuca takie twierdzenie. Po trzecie, marksizm, marksiści i ruchy marksistowskie nie patrzą na ubogiego w taki sposób, jak czyni to chrześcijaństwo, tj. jak na człowieka, którego należy miłować i  wspierać.

Komunizm widzi ubogiego – zresztą jak każdego człowieka – jedynie jako ruchomą część dialektyki historii. Mniej zamożni, z punktu widzenia marksizmu, nie posiadają niezbywalnej wartości na mocy swojego ubóstwa czy z racji bycia osobą ludzką. Takie materialistyczne i instrumentalne podejście znajduje się całe lata świetlne od chrześcijańskiej wizji ubogiego czy człowieka w ogóle.

Nierówność, nierówność, nierówność

Co wobec tego Franciszek miał na myśli mówiąc, że „komuniści myślą jak chrześcijanie”? Klucz do myślenia papieża znajduje się w odniesieniach do nierówności we wspomnianym wywiadzie la Scalfariego. Papież mówi tam między innymi:

„To, czego chcemy to walka z nierównościami, które są największym złem istniejącym na świecie. To pieniądz je stwarza i to on stoi na przeszkodzie dla wprowadzenia środków mających uczynić bogactwo bardziej rozpowszechnionym, a tym samym sprzyjać większej równości.”

Od początku swojego pontyfikatu, Franciszek skupia się bardzo precyzyjnie na temacie nierówności. Jak wskazują zacytowane słowa, papież ma na myśli nierówność ekonomiczną.

Ale czy nierówność ekonomiczna jest rzeczywiście największym złem dzisiejszego świata? Czy to nierówność społeczna jest przyczyną terroryzmu islamskiego, północnokoreańskiego reżimu, zabijania poprzez aborcję milionów nienarodzonych dzieci na Zachodzie, powrotu antysemityzmu, ciągłych prób legalizacji eutanazji? Już chociażby związek terroryzmu z nierównościami ekonomicznymi nie został nigdy udowodniony.

Ponadto, nierówności ekonomiczne nie zawsze są czymś złym. W nauczaniu Kościoła nie istnieje nic, co mogłoby sugerować, że nierówności w bogactwie i dochodzie są czymś absolutnie złym. Często są one uzasadnione. Ktoś, kto decyduje się wziąć na siebie odpowiedzialność za stworzenie i prowadzenie przedsiębiorstwa jest upoważniony do większego udziału w jego zyskach niż pracownik, którego odpowiedzialność jest mniejsza, i który nie musiał podejmować ryzyka związanego z uruchamianiem nowej firmy.

Kolejną rzeczą, o jakiej chrześcijanie nie powinni zapominać, choć czasem się im to zdarza, jest fakt, że nierówność i ubóstwo nie są tożsame. Jest teoretycznie możliwe, że wszyscy będą równi, ponieważ będą równie biedni. Z drugiej strony zaś jest też możliwe, że w danym społeczeństwie będą istnieć duże nierówności materialne, ale liczba osób ubogich będzie bardzo mała.

Jest rzeczą jasną, że niektóre formy nierówności ekonomicznych niesprawiedliwe. Jednym ze współczesnych przykładów może być crony capitalism (kapitalizm oparty na relacjach nieformalnych, kolesiowskich – przyp. tł.). W takim ustroju ekonomicznym zdrowa i wolna konkurencja w granicach prawa zastępowana jest zmową i kumoterstwem istniejącym pomiędzy przedsiębiorstwami, politykami i organami państwa. Jeżeli istnieje winowajca niesprawiedliwych form nierówności materialnych (wspomniany „pieniądz”), to są nim tak naprawdę przedsiębiorcy-kolesie oraz współpracujący z nimi politycy i urzędnicy.

Kapitalizm kolesi powinien być, choć nie jest, celem chrześcijańskiej krytyki. Katolicka nauka społeczna nie mówi zupełnie nic na jego temat. Problemem w papieskiej wypowiedzi jest między innymi to, że, podobnie jak wielu innych dobrych ludzi, nie zauważa on, że gospodarka rynkowa oparta jest na odrzuceniu możliwości udzielania przez rząd przywilejów dla jakiejkolwiek konkretnej grupy podmiotów gospodarczych. Jest to główna myśl Księgi IV Bogactwa Narodów autorstwa Adama Smitha z roku 1776.

Jednym z wielu paradoksów związanych z papieżem Franciszkiem jest to, że choć z jednej strony konsekwentnie i słusznie potępia on kult bogactwa oraz materialistyczny sposób myślenia sprowadzający wszystko do gospodarki, to z drugiej często wypowiada kuriozalnie ekonomiczne stwierdzenia dotyczące przyczyn problemów świata. Wszyscy chrześcijanie winni być zaangażowani do pracy nad zmniejszeniem materialnego ubóstwa, jednakże nie możemy udawać, że chrześcijanie i marksiści myślą o biedzie, czy równości w podobny sposób, gdyż zwyczajnie nie jest to prawdą.

 

dr Samuel Gregg – Dyrektor Naukowy Instytutu Actona, USA, autor książki For God and Profit: How Banking and Finance Can Serve the Common Good (2016).

Tłumaczenie moderncatholic.pl. Artykuł ukazał się w oryginale na stronie https://stream.org/pope-francis-really-believe-communists-think-like-christians/ w dn. 14 listopada 2016 r. Tłumaczenie i przedruk za zgodą Autora.

 

[1] Należy zauważyć, że w artykule w internetowym wydaniu Gościa Niedzielnego z dn. 11.11.2016 (http://gosc.pl/doc/3545476.Papiez-mowia-ze-jestem-komunista-ale-to-komunisci-mysla-jak) pojawiło się tłumaczenie fragmentów przytaczanego wywiadu zawierające błędy. Jednym z błędów jest to, że włoskie sformułowanie „semmai” (jeżeli już, jeżeli w ogóle) oddano słowem „ostatecznie”, co zaciemnia intencję podkreślenia, że to komuniści mogą kopiować postawy chrześcijan, a nie odwrotnie oraz nie oddaje wątpliwości papieża, czy stwierdzenie takie jest  uprawnione.

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

Up ↑